Hej tu znowu ja xD
Nadrabiam zaległości i staram się częściej wrzucać posty. Dodatkowo mnie popędziła koleżanka, żebym napisała kolejną część tak więc oto i ona xD
Troche nudno się zaczyna, ale obiecuje, że poźniej się będzie więcej działo ^ ^
Miłego czytania <3
~~~~
Kolacja bynajmniej do najspokojniejszych nie
należała. Łypałem na wszystkich spod byka. Gdyby wzrok mógł zabijać to leżeli
by już martwi pod stołem. Z pozornym spokojem rozglądałem się po twarzach
współbiesiadników. Kiedy mój wzrok spoczął na Krisie skrzywiłem się posyłając
mu swoje najbardziej jadowite spojrzenie. Chłopak podniósł wzrok i uśmiechnął
się pod nosem. To co nastąpiło później zadecydowało o jego śmierci. Powoli
wciąż wlepiając w mnie swoje spojrzenie przejechał językiem po swojej dolnej
wardze zlizując resztki jogurtu. Robił przy tym taką minę, że coś we mnię pękło
i kopnąłem go pod stołem.
Tak mi się przynajmniej wydawało przez pierwszych parę
sekund dopóki nie usłyszałem krzyku Myung-Hee.
Ups. Chyba mi mogę nieco z kursu zboczyła. Tak
trochę bardzo.
Jej rozwścieczone oczy łypały na zmianę na mnie i na
Krisa.
- Oj sorry chyba mi się omsko. – powiedział Kris
nawet na nią nie patrząc, tylko wbijając wzrok we mnie.
- Zabije Cię – wysyczała dziewczyna i kopnęła brata.
Kris już chciał jej oddać ale wtedy usłyszeliśmy
dźwięk głośnego odkładania sztućców.
- Dość tego. – zagrzmiał Kevin tonem nie uznającym
sprzeciwu. - Bo zaraz wszyscy skończycie jeść i pójdziecie siedzieć do pokoi. A
chyba nie jesteście dziećmi, żeby was tak karać prawda?
- Spoko, ja już i tak skończyłem. – wstałem od stołu
i wyszedłem z kuchni słysząc jeszcze matkę wołającą za mną ‘xiumin gdzie ty..’
Końcówki nie dosłyszałem bo byłem już w drodze do
schodów.
Gdy wchodziłem na pierwszy stopień wyminął mnie Kris
i zagrodził drogę.
- Czego? – warknąłem i spróbowałem go wyminąć, na
próżno jednak.
- Ładnie to tak traktować swojego wybawcę?
Postarałbyś się być trochę milszy co?
- Nie widzę powodu czemu miałbym być dla Ciebie
miły. Wkurwiasz mnie.
- Nie wiem czy zauważyłeś ale chyba przed chwilą
wziąłem twoją winę na siebie.
- Nikt cie o to nie prosił. A teraz zejdź mi z
drogi. – powiedziałem obojętnie i spróbowałem znowu go wyminąć. Jednak on ani
myślał mnie przepuścić. Nachylił się lekko i ściszył nieco głos.
- Może i nie ale teraz masz wobec mnie dług
kurduplu. – powiedział i skierował się do ‘naszego’ pokoju.
Nagle odechciało mi się tam iść i zawróciłem
kierując się w stronę werandy.
Chłodne powietrze owiało moją twarz. Kto do chuja
pana odpowiada za pogodę. Bo chciałbym z tym ‘kimś’ lub ‘czymś’ zamienić parę
słów. Bolesnych słów moich pięści. Jak w takim gorącym w cholerę miejscu może
być późnym wieczorem tak zimno? Ktoś mnie tam na górze chyba nienawidzi i
ciągle robi mi na złość. Raz daje taki ukrop że mózg paruje, a innym mróz i
pizgający wiatr że jaja się kurczą. To nie był dobry pomysł wychodzić. Z
drugiej strony wracać też mi się tam nie chcę. Obecnie ten buc nawet nie musiał
się odzywać żebym wypruł z niego flaki i wrzucił do miksera. A następnie podał
mu jako koktajl z domieszka wsypanej odpowiednio wcześniej trucizny. W życiu
nikt mnie nie doprowadzał do takiego stanu samym byciem.
Westchnąłem i opadłem na wiklinową pseudo kanapę
naciągając sobie na raniona duży puchaty koc który na niej leżał. Podwinąłem
nogi i oparłem się brodą o kolana, przymykając oczy.
Nie wiem ile czasu tak siedziałem, ale w tym czasie
zdążyło się jeszcze bardziej ochłodzić. Starając się opatulić szczelniej kocem
zauważyłem stojący na stoliku kubek i jego parująca zawartość. Herbata.
Rozejrzałem się wokół z nadzieją, że odnajdę mego zbawcę od zimna. Nikogo
jednak nie było w zasięgu wzroku. Westchnąłem i zacząłem powoli pić. Nagle
usłyszałem dźwięk rozsuwanych drzwi od werandy.
- Xiumin? Co ty tu jeszcze robisz? – spytała mama. –
Wchodź do środka, jest już strasznie późno. Nie zimno Ci?
- Kpisz sobie czy o drogę pytasz? Jest mi w cholerę
zimno.
Spojrzała na mnie miną
‘jak-ty-się-do-mnie-zwracasz?’ i westchnęła cicho.
- Która godzina? – spytałem żeby szybko zmienić
temat.
- Wpół do pierwszej.
- Co? – byłem autentycznie w szoku. Nie spodziewałem
się, że spędziłem tutaj aż tyle czasu.
- Chodź już bo się przeziębisz już na samym początku
wakacji.
- yhym. Dzięki za herbatę. – powiedziałem i uniosłem
odrobinę kubek.
- co?
- No za zrobienie mi herbaty. Pomogła mi.
- Nie robiłam żadnej herbaty.
- To kto w takim razie?
- Możliwe że Myung-Hee. Ona też jeszcze nie śpi. –
odpowiedziała mi spokojnie mama. – ja nie rozumiem jak wy możecie do tak późna
siedzieć. – pokręciła głową po czym przesunęła się lekko robiąc mi miejsce w drzwiach.
Minąłem ją i wszedłem do ciepłego salonu. Na kanapie
siedziała Myung-Hee i czytała książkę. Kiedy usłyszała zamykane przez moją mamę
drzwi podniosła głowę znad lektury i spojrzała na mnie lekko się uśmiechając.
Odwzajemniłem uśmiech i poszedłem do kuchni odnieść kubek. Gdy wyszedłem już
jej nie było więc po prostu skierowałem się w kierunku pokoju.
Otworzyłem drzwi. Kris już chyba spał. Po cichu
przeszedłem do biurka i włączyłem małą lampkę, żeby mieć jakiekolwiek światło W
tej chwili było tu ciemno jak w dupie, a w takiej ciemnicy to ja nie znajdę
niczego. Kretem nie jestem. Otworzyłem szafkę i wyciągnąłem z niej piżamę. Gdy
zamykałem drzwiczki stuknęły lekko. Zerknąłem z w stronę Krisa czy ten dźwięk
go nie obudził. Jednak ku mojej uldze nadal spał jak dziecko.
Ściągałem koszulkę i powiesiłem ją na oparciu
krzesła. Chwilę później dołączyły do niej spodnie. Kiedy sięgałem po górną
część pidżamy kątem oka zauważyłem utkwione we mnie oczy chłopaka.
Chwila moment. Czy on przed chwilą nie spał do chuja
pana?
Udałem, że tego nie widzę i naciągnąłem na siebie
ubranie i sięgnąłem po jego drugą część.
- Majtek nie ściągniesz? – spytał mój obserwator.
Łypnąłem na niego groźnie.
- Śmierci szukasz zboczeńcu?
- Tylko spytałem. Jestem ciekaw czy sypiasz w
bieliźnie czy bez.
- Idź z łaski swojej i skocz z okna.
- Nie bądź taki. Ja tu próbuje być miły a ty od razu
z mordą do mnie. Wyluzuj bo ci żyłka w dupie pęknie.
Zacisnąłem pięści ale nie odpowiedziałem nic. Nie
chciałem pozwolić dać mu się sprowokować.
- Co tak zamilkłeś? – kontynuował Kris
- Chce iść spać wiec weź się już zamknij dobra?
- I znowu niegrzecznie. – westchnął chłopak. – Nawet
dziękuje za herbatę dzisiaj nie usłyszałem wiesz? Niewychowany jesteś jakiś.
Trzeba nad tym popracować. Powiedz „Dziękuję za herbatę o panie.”
- Wal się buraku. Jaką znowu herbatę?
- Tą co ci zrobiłem i przyniosłem na werandę?
- TY!? Ty chyba teraz spałeś. Jedyną osobą która
siedziała na dole to była Myung-Hee.
- Serio myślałeś że ona ci herbatę zrobiła? –
zapytał Kris powstrzymując się od śmiechu. – ta ofiara losu by ci spaloną wodę
prędzej przyniosła.
- Więc z jakiej paki ty miałbyś mi przynosić
herbatę?
- W celu powiększenia twojego długu wdzięczności u
mnie. – uśmiechnął się szeroko.
- Chyba śnisz, że coś dla ciebie kiedyś zrobię.
- hmm zobaczymy.
Wstał i zaczął iść w moim kierunku. Sparaliżowało
mnie aż z obawy co on zamierza, jednak Kris tylko wyminął mnie i zgasił lampkę.
- Nie marnuj światła. – powiedział.
Wracając popchnął mnie w stronę mojego łóżka.
- ej!
- Nie ejaj tylko idź spać bo nie urośniesz.
Usłyszałem szelest jego kołdry pod którą się pakował
właśnie.
- Nie przeginaj. Nie jestem wcale mały!
- och z pewnością nie jesteś trochę było widać jak w
gaciach stałeś.
- ty dup..
- śpij karle
- Zabije cie. Ale jutro. Teraz nie będę zakłócał
spokoju bo moja mama śpi 2 pokoje obok.
- Hahaha oczywiście. – odpowiedział i odwrócił się
na drugi bok.
Wszedłem pod swoją kołdrę i zamknąłem oczy powoli
odpływając.
*
Kiedy wstałem rano Krisa nie było już w pokoju.
Spojrzałem na zegarek. Szósta rano. Ubrałem się i zszedłem do salonu.
W przejściu wpadłem na Myung-Hee.
- O. Dzień dobry Xiumin.
- Eee cześć. – wydukałem zaskoczony nagłym
spotkaniem. Nagle przypomniało mi się co chciałem jej wczoraj powiedzieć ale
nie zdążyłem bo zniknęła z salonu. – Słuchaj.. apropo tego kopnięcia pod stołem
wczoraj to…
- nie przejmuj się tym. Pożałuje tego dupek – prychnęła
na wspomnienie o swoim bracie.
- .. to sory, ale to byłem ja.
- co? – wyraz zdziwienia na jej twarzy mówił
wszystko. Była kompletnie zbita z tropu. Patrzyłem jak jej twarz zniekształca
się i zamienia w karpia. Stłumiłem chęć śmiechu z tej idiotycznej miny i
kontynuowałem.
- miałem kopnąć jego ale trafiło w ciebie
- ach – zmieszała się – to nie szkodzi. Naprawdę.
Nic się nie stało.
- skoro tak to spoko – powiedziałem i się
odwróciłem.
Już miałem zawrócić i iść do kuchni, gdy Myung-hee
mnie zawołała.
- eee xiumin? Chcesz obejrzeć jakiś film?
Wat. Co ona chce ze mną jakiś film oglądać? Eeee nie
chce mi się.
Już miałem odmówić gdy kątem oka dostrzegłem jak
kris wchodzi z łazienki i idze do naszego wspólnego pokoju. Po wczoraj nie
bardzo chciałem teraz na niego wpaść. Natychmiast zmieniłem zdanie. Wole już znosić
towarzystwo jego siostry, niż obecność jego samego i tych durnych upośledzonych
komentarzy, które niechybnie by mnie czekały ze strony chłopaka, gdybym teraz
wrócił do pokoju.
- W sumie czemu nie. – odpowiedziałem uzyskując w
zamian jej lekki uśmiech.
*
Włączyła oczywiście jakieś beznadziejnie nudne jak
flaki z olejem, kiepskie romansidło. Melodramat, aż się wylewał hektolitrami z
ekranu, a dziewczyna wtulała się w moje ramię szlochając cicho i przeżywając
‘przygody’ bohaterów.
Siedziała chyba trochę za blisko jak na zwykłe
oglądanie filmu. Poruszyłem się nieco niespokojnie.
Nagle ktoś zasłonił cały ekran ratując moje oczy
przed wydłubaniem ich sobie z powodu głupoty filmu. Tajemniczym osobnikiem
okazał się nie kto inny jak Kris. Skrzywiłem się na jego widok ale mimo to
byłem mu wdzięczny.
Wyciągnął płytę z odtwarzacza i zastąpił ją inną.
- No. – powiedział odwracając się do nas. – koniec
tego oglądania. Widziałaś to już milion razy i za każdym razem ubywało ci
mózgu. Odpuść sobie ten film bo nic ci już tam nie zostało.
Spojrzał na mnie z ukosa.
- I koniec z tym klejeniem się do siebie. Nie
jesteście tu sami, a to trochę takie słodko-pierdzące jest. Zaraz się aż
porzygam.
- Słucham?! – oburzyła się dziewczyna i puściła moje
ramię wstając z kanapy. – jak ci zaraz..
- No dobra dobra. Wypad. – odparł i popchnął ją w
stronę drzwi od salonu i zamknął je jej przed nosem.
Wkurzona kopnęła w nie i odeszła.
Natomiast jej braciszek usadowił się na kanapie. Wykonałem
taktyczny manewr odwrotu ale silna ręka zatrzymała mnie i usadziła powrotem na
miejscu.
- Oglądasz ze mną
- Wypchaj się. Pewnie jakieś porno zboku włączyłeś.
Kris zamyślił się lekko.
- Taa to nie byłby najgorszy pomysł. Możemy kiedyś
obejrzeć jakieś razem. – uśmiechnął się. – Ale pudło. Oglądamy Star Wars.
Na dźwięk tytułu filmu przestałem próbować uciekać.
Lubie Star Wars. Mogę zostać i oberzeć. Na pewno będą miłą odmianą po bezguściu
filmowym siostry Krisa.
- Ok.
- No i to rozumiem. – powiedział i włączył ‘play’.