czwartek, 24 września 2015

Xiuris cz.3

Taka króciótka trójeczka na wieczór.
A na weekend szykuje się part 2 z Myungsoo i jeden scenariusz na zamówienie ^ ^

~~



Rozsiadłem się wygodnie na kanapie rozkoszując się oglądaniem jednego z moich ulubionych filmów. Kris włączył czwartą część „Gwiezdnych wojen”. Mimo, że pod względem efektów specjalnych nowe części prezentowały się lepiej to ja jednak wolałem starsze. Uśmiechnąłem się pod nosem. Ile to czasu minęło odkąd ostatni raz to oglądałem? Miałem wrażenie jakby to były wieki temu. Musiałem przyznać, że Kris trafił idealnie z wyborem filmu. Zerknąłem w stronę siedzącego obok chłopaka. Miał naprawdę ‘niezły’ profil.
W momencie, gdy patrzyłem w jego stronę odwrócił się i spojrzał na mnie.
- Nie interesuje cię film? Ja rozumiem, że jestem przystojny i jest na co popatrzeć, ale to możesz robić nawet później.
- A kto by chciał na ciebie patrzeć. Nie słódź już tak sobie. Aż taki wspaniały to ty nie jesteś
- Hah aż taki? ale mimo wszystko i tak jestem wspaniały. To chciałeś powiedzieć?
- A wmawiaj sobie dalej, mam to gdzieś.
- Nic nie muszę sobie wmawiać. Tłumy moich fanek latających za mną w kółko mi przypominają o mojej zajebistości.
- Ohh biedny – powiedziałem sarkastycznie – musi ci być okropnie samotnie tu teraz bez nich. Pewnie musisz sam sobie w lustrze humor poprawiać samo zachwycając się sobą.
-Oho czyżby ktoś był tu zazdrosny? Nigdy nikt za tobą nie latał?
Siedziałem cicho jak zaklęty.
- Czyżbym trafił w sedno?
- Może się zdziwisz ale ja też mam powodzenie – odpyskowałem i pomijając fakt że owo ‘powodzenie’ to zaledwie jedna dziewczyna. W dodatku sporo młodsza. A właściwie bardzo młoda córka sąsiadów. Czteroletnia. Inne dziewczyny jakoś niespecjalnie mnie zauważały. Nie muszę chyba dodawać dlaczego. Miały swojego ‘boga’ Krisa. Cała płeć piękna ze szkoły wzdychała na jego widok. I zapewne nie tylko one bo i kilku chłopaków również.
- Jasne – prychnął niedowierzając.
Odwróciłem głowę i wróciłem do oglądania filmu. Nie minęło kilka minut, a ręka Krisa znalazła się tuż za mną na oparciu kanapy i niewiele brakowało aby mnie objęła. Wzdrygnąłem się momentalnie.
- Gdzie z tą łapą? – łypnąłem na niego groźnie – Zabieraj ją.
- Weź się uspokój – powiedział chłopak kiedy próbowałem oddalić jego rękę jak najdalej od siebie. – Czy ty zawsze tak się wiercisz podczas oglądania filmu. Owsiki masz w dupie?
- Trzymaj z dala ode mnie swoje łapska to będę spokojnie oglądał.
- Jakoś ręka mojej siostry zupełnie ci nie przeszkadzała. - powiedział krzywiąc się przy tym.
- To co innego. – zmieszałem się. Może jednak zbyt gwałtownie zareagowałem.
- Jasne. – odparł z przekąsem, ale zdjął rękę z oparcia.
Wróciliśmy do oglądania. Jednak parę minut później nie wytrzymałem i się odezwałem z powodu zżerającej mnie ciekawości.
- Kogo z bohaterów w sumie lubisz najbardziej?
- Ehh.. ty naprawdę nie potrafisz w spokoju i bez gadania oglądać.
Milczałem.
- Hana Solo – odpowiedział po lekkim zastanowieniu. – Na początku sprawia wrażenia takiego dupka, ale potem okazuje się miłym gościem. Wydaje mi się że jesteśmy podobni pod tym względem.
- Wydaje ci się. – mruknąłem pod nosem.
- Słyszałem. – odpowiedział.
Kuźwa. Ja to nigdy języka nie upilnuje, żeby nie powiedzieć za dużo.
- Co wiec z tobą? Kogo lubisz?
- Lubię Chewbacce. To nie jest w sumie mój ulubiony bohater, ale przecież nie odpowiem jak ty, że lubię Hana Solo.
Roześmiał się.
- Chyba za mną nie przepadasz.
- Łał. Jak na to wpadłeś geniuszu.
Wzruszył ramionami.
- Za to lubisz dużych i owłosionych? No no. Zaskakujesz mnie nie spodziewałem się tego po tobie. Nie wyglądasz na takiego fetyszystę. Cicha woda brzegi rwie.
Spojrzałem na niego morderczym wzrokiem.
- No co? Odpłacam się za twój komentarz – uśmiechnął się szeroko pokazując zęby.
- A wal się.
Wlepiłem wzrok w ekran zupełnie go ignorując.
Kiedy znów niemal mnie objął ręką kładąc ją na kanapie, wstałem gwałtownie. Może nawet zbyt gwałtownie.
- Wiesz co? Odechciało mi się oglądać z tobą. – rzuciłem na odchodne i wyszedłem z pomieszczenia.
Skierowałem swoje kroki w stronę drzwi frontowych. Otworzyłem je i wyszedłem na świeże powietrze. Mimo wczesnej pory zaczynało się już robić naprawdę ciepło. Ku mojemu niezadowoleniu zapowiadał się naprawdę gorący dzień.
- Panie i panowie. Witamy w piekle.
Zszedłem po schodkach i skręciłem kierując się za dom. Pierwszym co zobaczyłem był obsikujący ścianę pies. Westchnąłem ciężko. Faktycznie mama przed wyjazdem wspominała mi chyba coś o psie. Ale nie spodziewałem się, że będzie to takie bydle. On był ogromny. Mutant nie pies. Do tego musiał mieć równie spory pęcherz.
- Niezłe pierwsze wrażenie robisz. – zwróciłem się do delikwenta. – Za grosz kultury.
Podniósł na mnie swoje oczy i opuszczając nogę podszedł do mnie.
Wyciągnąłem rękę i pogłaskałem go po karku, drapiąc go przy tym tuż za uchem. Na ten gest odwrócił łeb w drugą stronę, z dala ode mnie.
- Nie polubiłeś mnie chyba co? – westchnąłem zrezygnowany. – A myślałem, że może z tobą będę mógł normalnie pogadać na tym odludziu.
Pies uparcie mnie ignorował. I wtedy stało się coś czego się w ogóle nie spodziewałem. Bydle podniosło nogę i zaczęło sikać. Centralnie na moje nogi. Odskoczyłem jak poparzony. No to chyba jakiś żart. Żeby tak obsikiwać ludzi w biały dzień. Kto go wychował? Ludzie lasu czy.. nie, w sumie tu nie ma lasów. To nie wiem.. może jakieś nawiedzone świstaki?
Moje przemyślenia z dupy wzięte przerwał irytująco znajomy śmiech. Boże a ten tu czego? Jeszcze tylko jego tu brakowało. Obiecuję, że tylko jeden komentarz, a sprawię, że rozczaruje rzeszę fanek chłopaka odrąbując mu genitalia.
Odwróciłem się z takim mordem w oczach, że chyba zrozumiał przekaz i nic nie powiedział. Tymczasem pies przerwał swoje obsikiwanie mnie i podbiegł do Krisa wesoło merdając ogonem.
Stałem w szoku, że szczęka mi opadłą niemal do ziemi. Jak to możliwe że ten pies w ułamku sekundy tak bardzo zmienił swoje nastawienie. Skakał teraz radośnie domagając się uwagi i pieszczot. No nie wierze. Nawet pies woli tego gnoja ode mnie.
Westchnąłem. Pięknie się zapowiada ten dzień. Doprawdy wspaniale.

~~

Tak więc wyszedł nawet jeszcze krótszy ten rozdział niż myślałam ;_;
Hah, ogólnie to śmiesznie mi się paringuje Xiumina z Krisem. Jestem ogromną fanką Lay x Kris a tu proszę nie piszę o nich.. no cóż.. szczerze bardzo chciałam napisać po prostu ficka z Xiuminem i nikt poza Krisem mi specjalnie nie pasował jako ten drugi ;( Musiał być wysoki, a niestety nie przepadam za Xiuyeolem więc nie pozostał mi duży wybór. W każdym razie mam nadzieję, że ten paring przypadnie Wam do gustu i polubicie ich ^ ^
No i to byłoby na tyle dzisiaj.
Dobranoc

czwartek, 17 września 2015

Scenariusz - L / Myungsoo INFINITE (part 1)

Hej hej. Trzeci rozdział Xiurisa już dawno napisany, ale jakoś nie było okazji go wrzucić. Z kolei teraz nie mam dostepu do laptopa na którym on jest więc w zamian za to dzisiaj będzie króciutkis one shot. W sumie bardziej scenariusz ^ ^ Może komuś się spodoba to dla mnie to takie wypociny trochę. W każdym razie zapraszam do czytania ;3
~~~ ★★★ ~~~
Scenariusz - L/Myungsoo (Infinite) part 1
- Nie ma mowy!! - kategorycznie odmówiłaś przyjaciółce odkładając sztućce. Kilka osób z sąsiednich stołów odwróciło się w Waszym kierunku. Ściszyłaś głos.
- Chętnie bym Ci pomogła ale nie dam rady.
Wróciłaś do jedzenia patrząc na dziewczynę siedzącą naprzeciwko Ciebie. Znałyście się od kiedy rozpoczęłaś studia, jednak Sunghye była od Ciebie dwa lata starsza. Teraz był jej ostatni rok i przygotowywała się do egzaminów dlatego też poprosiła Cię o zastąpienie w pracy w najbliższy weekend.
- ______ proszę Cię!
- Przykro mi, ale jak sama dobrze wiesz mam już plany.
- Ale...
- Nie! Nie odwołam tego. Zwłaszcza,  że tak długo czekałam na ten dzień.
Sunghye lekko posmutniała. Wiedziała, że zawsze bym jej pomogła i odmówiłam tym razem tylko dlatego, że ten weekend miał być dla mnie czymś ważnym. I rzeczywiście był. Wraz z chłopakiem z którym spotykałam się już od jakiegoś czasu planowaliśmy spędzić te dwa dni tylko we dwoje. Wszystko było już gotowe i zapięte na ostatni guzik dlatego mimo iż Sunghye wiele dla Ciebie zrobiła w przeszłości to nie mogłaś się jej odwdzięczyć tym samym teraz. A w każdym razie nie w tym przypadku. Zakończyłyście temat i wstałyście od stolika kierując się na zajęcia. Na korytarzu zauważyłaś swojego chłopaka idącego w Waszą stronę, ale sprawiał wrażenie zamyślonego i chyba cię nawet nie widział.
- Do zobaczenia później - rzuciłaś do przyjaciółki i podbiegłaś do chłopaka.
- Hej - stanęłaś przed nim zagradzając mu drogę i lekko się uśmiechnęłaś.
- o hej _____. Eee, sory później pogadamy muszę.. muszę iść. - powiedział nadal zamyślony nad czymś - Pa.
- co? Ok. Pa.
Stałaś nadal na korytarzu lekko zmieszana tą sytuacją.
~
Po południu siedząc na jednej z puf w domu przyjaciółki opowiadałaś jej całe zajście.
- Dziwne - skomentowała to dziewczyna. - Zupełnie jak nie on. To znaczy wiesz, że ja go nie lubię, ale on coraz częściej zaczyna się zachowywać jak dupek wobec Ciebie.
- Nie mów tak. Też ma wkrótce egzaminy. Może się stresuje. Na wycieczce powinien się odprężyć i wszystko wróci do normy.
- Jak uważasz. - powiedziała nieprzekonana Sunghye.
Nagle poczułam jak mój telefon zawibrował. Na wyświetlaczu pojawiła się wiadomość od mojego chłopaka. Otworzyłaś ja zupełnie nie spodziewając się treści która właśnie miałaś przed oczami.
'Od: Miś    sory ale chyba znalazłem kogoś nowego. Nasza wycieczka odwołana zresztą i tak wydawało mi się, że nie przespałabyś się ze mną. Nie pisz do mnie więcej i nie odzywaj. Koniec z czymkolwiek co tam miedzy nami było. ;))'
Poczułaś jak łzy zbierają ci się w kącikach oczu. Sunghye zauważyła to i wyrwała ci z ręki telefon czytając szybko zawartość wiadomości
- A to dupek!! Ja wiedziałam, że z nim jest coś nie tak. Miałam racje!
Milczałaś.
- Jak go spotkam to mu rozkwasze nos bo jaj to on nie ma biorąc pod uwagę fakt że zerwał z Tobą w ten sposób. - kontynuowała dziewczyna.
Poczułaś jak łzy spływają Ci po policzkach. Sunghye spojrzała ma Ciebie i nie mówiąc już nic więcej przytuliła Cię mocno. Zostałyście tak przez kolejne kilkanaście minut dopóki nie wysunęłaś się z jej ramion i nie spojrzałaś na nią smutno.
- Zastąpię cię w pracy. Wygląda na to, że nie mam żadnych planów już. - powiedziałaś,  a łzy znów zaczęły płynąć.
- _____....
~
Resztę tygodnia spędziłaś smętnie wlokąc się po korytarzach, a popołudniami leżąc w łóżku i wypłakując oczy. Kiedy nadeszła sobota czułaś, że nie może tak dalej być i musisz żyć dalej. W końcu bardzo często pary zrywają. Poza tym nie mogłaś iść do pracy zastąpić Sunghye z opuchniętymi od płaczu oczami. Spojrzałaś w lustro.
- On nie jest tego wart. Nie po sposobie w jaki cię potraktował - powiedziałaś sama do siebie. Przebrałaś się i wyszłaś kierując się do domu przyjaciółki.
Sunghye otworzyła Ci drzwi gotowa i bez zapraszania cię do środka pociągnęła cię za rękę z powrotem na dwór.
- Chodź bo się spóźnimy. - powiedziała i szybkim krokiem ruszyła w stronę swojego miejsca pracy.
Była to drobna urocza kawiarenka. Przyjaciółka zapoznała cię z ważniejszym rzeczami i wychodząc rzuciła tylko:
- Właścicielka wie, że mnie dziś zastąpisz, a jeżeli się sprawdzisz to jest gotowa cię tutaj zatrudnić. A właśnie za jakieś 15 minut powinna przyjść tu jakaś druga osoba do pomocy. Papa. I Dzięki^ ^
- Powodzenia w nauce. - krzyknęłaś jej jak znikała za drzwiami.
30 minut później kiedy wycierałaś stoliki usłyszałaś dzwonek u drzwi i zobaczyłaś jak do środka wpada zdyszany chłopak.
- Dzień dobry w czym mogę służyć? - zapytałaś grzecznie.
- Ah w niczym ja tu też pracuje. Tylko troszkę się spóźniłem. Nie mów nic szefowej ok? To będzie nasza tajemnica. - powiedział i uśmiechnął się. Miał bardzo ładny uśmiech.
- Właściwie to nie widziałem Cię tu wcześniej. Jesteś nowa? Kiedy zaczęłaś tu pracę? - zaczął cię wypytywać chłopak.
- ee zastępuje przyjaciółkę. - odpowiedziałaś zmieszana.
- aaa no faktycznie Sunghye coś wspominała. - przybliżył się do Ciebie przypatrując się Tobie uważnie - Ale nie wspominała, że jesteś taka urocza.
Zarumieniłaś się na jego słowa. Już dawno nikt tak o Tobie nie powiedział.
Chłopak roześmiał się.
- Jestem Muungsoo. - wyciągnął do Ciebie rękę - Miło mi Cię poznać.
~~~ ♥♥♥ ~~~
Kurcze chciałam z tego one shota zrobić ale późno już wiec chyba podzielę to na dwie części ^ ^
A właśnie.  Jeżeli będzie ktoś chciał jakiś scenariusz ze swoim biasem lub krótkie opowiadanie(ulubiony paring) to śmiało piszcie w komentarzach ^ ^

sobota, 16 maja 2015

Xiuris cz.2



Hej tu znowu ja xD 
Nadrabiam zaległości i staram się częściej wrzucać posty. Dodatkowo mnie popędziła koleżanka, żebym napisała kolejną część tak więc oto i ona xD
Troche nudno się zaczyna, ale obiecuje, że poźniej się będzie więcej działo ^ ^
Miłego czytania <3

~~~~

Kolacja bynajmniej do najspokojniejszych nie należała. Łypałem na wszystkich spod byka. Gdyby wzrok mógł zabijać to leżeli by już martwi pod stołem. Z pozornym spokojem rozglądałem się po twarzach współbiesiadników. Kiedy mój wzrok spoczął na Krisie skrzywiłem się posyłając mu swoje najbardziej jadowite spojrzenie. Chłopak podniósł wzrok i uśmiechnął się pod nosem. To co nastąpiło później zadecydowało o jego śmierci. Powoli wciąż wlepiając w mnie swoje spojrzenie przejechał językiem po swojej dolnej wardze zlizując resztki jogurtu. Robił przy tym taką minę, że coś we mnię pękło i kopnąłem go pod stołem.
Tak mi się przynajmniej wydawało przez pierwszych parę sekund dopóki nie usłyszałem krzyku Myung-Hee.
Ups. Chyba mi mogę nieco z kursu zboczyła. Tak trochę bardzo.
Jej rozwścieczone oczy łypały na zmianę na mnie i na Krisa.
- Oj sorry chyba mi się omsko. – powiedział Kris nawet na nią nie patrząc, tylko wbijając wzrok we mnie.
- Zabije Cię – wysyczała dziewczyna i kopnęła brata.
Kris już chciał jej oddać ale wtedy usłyszeliśmy dźwięk głośnego odkładania sztućców.
- Dość tego. – zagrzmiał Kevin tonem nie uznającym sprzeciwu. - Bo zaraz wszyscy skończycie jeść i pójdziecie siedzieć do pokoi. A chyba nie jesteście dziećmi, żeby was tak karać prawda?
- Spoko, ja już i tak skończyłem. – wstałem od stołu i wyszedłem z kuchni słysząc jeszcze matkę wołającą za mną ‘xiumin gdzie ty..’
Końcówki nie dosłyszałem bo byłem już w drodze do schodów.
Gdy wchodziłem na pierwszy stopień wyminął mnie Kris i zagrodził drogę.
- Czego? – warknąłem i spróbowałem go wyminąć, na próżno jednak.
- Ładnie to tak traktować swojego wybawcę? Postarałbyś się być trochę milszy co?
- Nie widzę powodu czemu miałbym być dla Ciebie miły. Wkurwiasz mnie.
- Nie wiem czy zauważyłeś ale chyba przed chwilą wziąłem twoją winę na siebie.
- Nikt cie o to nie prosił. A teraz zejdź mi z drogi. – powiedziałem obojętnie i spróbowałem znowu go wyminąć. Jednak on ani myślał mnie przepuścić. Nachylił się lekko i ściszył nieco głos.
- Może i nie ale teraz masz wobec mnie dług kurduplu. – powiedział i skierował się do ‘naszego’ pokoju.
Nagle odechciało mi się tam iść i zawróciłem kierując się w stronę werandy.
Chłodne powietrze owiało moją twarz. Kto do chuja pana odpowiada za pogodę. Bo chciałbym z tym ‘kimś’ lub ‘czymś’ zamienić parę słów. Bolesnych słów moich pięści. Jak w takim gorącym w cholerę miejscu może być późnym wieczorem tak zimno? Ktoś mnie tam na górze chyba nienawidzi i ciągle robi mi na złość. Raz daje taki ukrop że mózg paruje, a innym mróz i pizgający wiatr że jaja się kurczą. To nie był dobry pomysł wychodzić. Z drugiej strony wracać też mi się tam nie chcę. Obecnie ten buc nawet nie musiał się odzywać żebym wypruł z niego flaki i wrzucił do miksera. A następnie podał mu jako koktajl z domieszka wsypanej odpowiednio wcześniej trucizny. W życiu nikt mnie nie doprowadzał do takiego stanu samym byciem.
Westchnąłem i opadłem na wiklinową pseudo kanapę naciągając sobie na raniona duży puchaty koc który na niej leżał. Podwinąłem nogi i oparłem się brodą o kolana, przymykając oczy.
Nie wiem ile czasu tak siedziałem, ale w tym czasie zdążyło się jeszcze bardziej ochłodzić. Starając się opatulić szczelniej kocem zauważyłem stojący na stoliku kubek i jego parująca zawartość. Herbata. Rozejrzałem się wokół z nadzieją, że odnajdę mego zbawcę od zimna. Nikogo jednak nie było w zasięgu wzroku. Westchnąłem i zacząłem powoli pić. Nagle usłyszałem dźwięk rozsuwanych drzwi od werandy.
- Xiumin? Co ty tu jeszcze robisz? – spytała mama. – Wchodź do środka, jest już strasznie późno. Nie zimno Ci?
- Kpisz sobie czy o drogę pytasz? Jest mi w cholerę zimno.
Spojrzała na mnie miną ‘jak-ty-się-do-mnie-zwracasz?’ i westchnęła cicho.
- Która godzina? – spytałem żeby szybko zmienić temat.
- Wpół do pierwszej.
- Co? – byłem autentycznie w szoku. Nie spodziewałem się, że spędziłem tutaj aż tyle czasu.
- Chodź już bo się przeziębisz już na samym początku wakacji.
- yhym. Dzięki za herbatę. – powiedziałem i uniosłem odrobinę kubek.
- co?
- No za zrobienie mi herbaty. Pomogła mi.
- Nie robiłam żadnej herbaty.
- To kto w takim razie?
- Możliwe że Myung-Hee. Ona też jeszcze nie śpi. – odpowiedziała mi spokojnie mama. – ja nie rozumiem jak wy możecie do tak późna siedzieć. – pokręciła głową po czym przesunęła się lekko robiąc mi miejsce w drzwiach.
Minąłem ją i wszedłem do ciepłego salonu. Na kanapie siedziała Myung-Hee i czytała książkę. Kiedy usłyszała zamykane przez moją mamę drzwi podniosła głowę znad lektury i spojrzała na mnie lekko się uśmiechając. Odwzajemniłem uśmiech i poszedłem do kuchni odnieść kubek. Gdy wyszedłem już jej nie było więc po prostu skierowałem się w kierunku pokoju.
Otworzyłem drzwi. Kris już chyba spał. Po cichu przeszedłem do biurka i włączyłem małą lampkę, żeby mieć jakiekolwiek światło W tej chwili było tu ciemno jak w dupie, a w takiej ciemnicy to ja nie znajdę niczego. Kretem nie jestem. Otworzyłem szafkę i wyciągnąłem z niej piżamę. Gdy zamykałem drzwiczki stuknęły lekko. Zerknąłem z w stronę Krisa czy ten dźwięk go nie obudził. Jednak ku mojej uldze nadal spał jak dziecko.
Ściągałem koszulkę i powiesiłem ją na oparciu krzesła. Chwilę później dołączyły do niej spodnie. Kiedy sięgałem po górną część pidżamy kątem oka zauważyłem utkwione we mnie oczy chłopaka.
Chwila moment. Czy on przed chwilą nie spał do chuja pana?
Udałem, że tego nie widzę i naciągnąłem na siebie ubranie i sięgnąłem po jego drugą część.
- Majtek nie ściągniesz? – spytał mój obserwator.
Łypnąłem na niego groźnie.
- Śmierci szukasz zboczeńcu?
- Tylko spytałem. Jestem ciekaw czy sypiasz w bieliźnie czy bez.
- Idź z łaski swojej i skocz z okna.
- Nie bądź taki. Ja tu próbuje być miły a ty od razu z mordą do mnie. Wyluzuj bo ci żyłka w dupie pęknie.
Zacisnąłem pięści ale nie odpowiedziałem nic. Nie chciałem pozwolić dać mu się sprowokować.
- Co tak zamilkłeś? – kontynuował Kris
- Chce iść spać wiec weź się już zamknij dobra?
- I znowu niegrzecznie. – westchnął chłopak. – Nawet dziękuje za herbatę dzisiaj nie usłyszałem wiesz? Niewychowany jesteś jakiś. Trzeba nad tym popracować. Powiedz „Dziękuję za herbatę o panie.”
- Wal się buraku. Jaką znowu herbatę?
- Tą co ci zrobiłem i przyniosłem na werandę?
- TY!? Ty chyba teraz spałeś. Jedyną osobą która siedziała na dole to była Myung-Hee.
- Serio myślałeś że ona ci herbatę zrobiła? – zapytał Kris powstrzymując się od śmiechu. – ta ofiara losu by ci spaloną wodę prędzej przyniosła.
- Więc z jakiej paki ty miałbyś mi przynosić herbatę?
- W celu powiększenia twojego długu wdzięczności u mnie. – uśmiechnął się szeroko.
- Chyba śnisz, że coś dla ciebie kiedyś zrobię.
- hmm zobaczymy.
Wstał i zaczął iść w moim kierunku. Sparaliżowało mnie aż z obawy co on zamierza, jednak Kris tylko wyminął mnie i zgasił lampkę.
- Nie marnuj światła. – powiedział.
Wracając popchnął mnie w stronę mojego łóżka.
- ej!
- Nie ejaj tylko idź spać bo nie urośniesz.
Usłyszałem szelest jego kołdry pod którą się pakował właśnie.
- Nie przeginaj. Nie jestem wcale mały!
- och z pewnością nie jesteś trochę było widać jak w gaciach stałeś.
- ty dup..
- śpij karle
- Zabije cie. Ale jutro. Teraz nie będę zakłócał spokoju bo moja mama śpi 2 pokoje obok.
- Hahaha oczywiście. – odpowiedział i odwrócił się na drugi bok.
Wszedłem pod swoją kołdrę i zamknąłem oczy powoli odpływając.
*
Kiedy wstałem rano Krisa nie było już w pokoju. Spojrzałem na zegarek. Szósta rano. Ubrałem się i zszedłem do salonu.
W przejściu wpadłem na Myung-Hee.
- O. Dzień dobry Xiumin.
- Eee cześć. – wydukałem zaskoczony nagłym spotkaniem. Nagle przypomniało mi się co chciałem jej wczoraj powiedzieć ale nie zdążyłem bo zniknęła z salonu. – Słuchaj.. apropo tego kopnięcia pod stołem wczoraj to…
- nie przejmuj się tym. Pożałuje tego dupek – prychnęła na wspomnienie o swoim bracie.
- .. to sory, ale to byłem ja.
- co? – wyraz zdziwienia na jej twarzy mówił wszystko. Była kompletnie zbita z tropu. Patrzyłem jak jej twarz zniekształca się i zamienia w karpia. Stłumiłem chęć śmiechu z tej idiotycznej miny i kontynuowałem.
- miałem kopnąć jego ale trafiło w ciebie
- ach – zmieszała się – to nie szkodzi. Naprawdę. Nic się nie stało.
- skoro tak to spoko – powiedziałem i się odwróciłem.
Już miałem zawrócić i iść do kuchni, gdy Myung-hee mnie zawołała.
- eee xiumin? Chcesz obejrzeć jakiś film?
Wat. Co ona chce ze mną jakiś film oglądać? Eeee nie chce mi się.
Już miałem odmówić gdy kątem oka dostrzegłem jak kris wchodzi z łazienki i idze do naszego wspólnego pokoju. Po wczoraj nie bardzo chciałem teraz na niego wpaść. Natychmiast zmieniłem zdanie. Wole już znosić towarzystwo jego siostry, niż obecność jego samego i tych durnych upośledzonych komentarzy, które niechybnie by mnie czekały ze strony chłopaka, gdybym teraz wrócił do pokoju.
- W sumie czemu nie. – odpowiedziałem uzyskując w zamian jej lekki uśmiech.
*
Włączyła oczywiście jakieś beznadziejnie nudne jak flaki z olejem, kiepskie romansidło. Melodramat, aż się wylewał hektolitrami z ekranu, a dziewczyna wtulała się w moje ramię szlochając cicho i przeżywając ‘przygody’ bohaterów.
Siedziała chyba trochę za blisko jak na zwykłe oglądanie filmu. Poruszyłem się nieco niespokojnie.
Nagle ktoś zasłonił cały ekran ratując moje oczy przed wydłubaniem ich sobie z powodu głupoty filmu. Tajemniczym osobnikiem okazał się nie kto inny jak Kris. Skrzywiłem się na jego widok ale mimo to byłem mu wdzięczny.
Wyciągnął płytę z odtwarzacza i zastąpił ją inną.
- No. – powiedział odwracając się do nas. – koniec tego oglądania. Widziałaś to już milion razy i za każdym razem ubywało ci mózgu. Odpuść sobie ten film bo nic ci już tam nie zostało.
Spojrzał na mnie z ukosa.
- I koniec z tym klejeniem się do siebie. Nie jesteście tu sami, a to trochę takie słodko-pierdzące jest. Zaraz się aż porzygam.
- Słucham?! – oburzyła się dziewczyna i puściła moje ramię wstając z kanapy. – jak ci zaraz..
- No dobra dobra. Wypad. – odparł i popchnął ją w stronę drzwi od salonu i zamknął je jej przed nosem.
Wkurzona kopnęła w nie i odeszła.
Natomiast jej braciszek usadowił się na kanapie. Wykonałem taktyczny manewr odwrotu ale silna ręka zatrzymała mnie i usadziła powrotem na miejscu.
- Oglądasz ze mną
- Wypchaj się. Pewnie jakieś porno zboku włączyłeś.
Kris zamyślił się lekko.
- Taa to nie byłby najgorszy pomysł. Możemy kiedyś obejrzeć jakieś razem. – uśmiechnął się. – Ale pudło. Oglądamy Star Wars.
Na dźwięk tytułu filmu przestałem próbować uciekać. Lubie Star Wars. Mogę zostać i oberzeć. Na pewno będą miłą odmianą po bezguściu filmowym siostry Krisa.
- Ok.
- No i to rozumiem. – powiedział i włączył ‘play’.

czwartek, 14 maja 2015

Zmiany na blogu + opowiadanie (Xiuris cz.1)

O masakraaaa!! już rok mnie nie było. Co to się dzieje.....
Jezu powinnam sie dać zaszlachtować za to.
Miałam opowiadanie wstawić, a tego nie zrobiłam.
Potem zapomniałam dostępu do konta i nie mogłam nawet posta napisać. dupa dupa dupa. mój błąd.
Teraz studia i zacharowuję na śmierć.
Jeśli mam dalej prowadzić tego bloga to chciałabym zmienić go odrobinę. Póki co zawieszam poprzednie opowiadania. Jeśli będę coś wrzucać to w najbliższym czasie będą to głównie one shoty. Dodatkowo o tematyce różnej, ale chciałabym bardzie do k-popu nawiazać i tworzyć ficki. Będą one głowie o tematyce jak dotychczas, ale na specjalne życzenie lub zamówienie mogę pisać wybrane przez Was paringi(o ile bede je znała, nie wszystkich k-popowych słucham i znam dostatecznie dobrze). Myślę też o wprowadzeniu scenariuszy. Mam na myśli coś w stylu 'bias + wy', to taki dodatek zeby urozmaicić ficki też o heteroseksualne one shoty.

Nie zdziwię się jeśli to rozczaruje niektórych, jednak jeżeli nikt nie będzie czytał będę to wstawiałą już tylko jako własne wypociny, aby ich nie pogubić w czeluściach mojego komputera. A nóż widelec kiedyś ktoś się natknie i przeczyta żeby się pośmiać i zabić nudny lub deszczowy wieczór kiedy nie znajdzie nic innego do roboty.

W każdym razie post powstał żeby przeprosić Was za poprzednie wpadki, 'obiecanki-cacanki' i inne moje grzeszki.

A dodatkowo dla mojego rozgrzeszenia dodam jedno opowiadanko.
...
a raczej wstęp. Nie będzie ono długie. góra 3 lub 4 części. Będzie ono związane z Kpopem. Paring jaki wybrałam to Krismin, czyli Kris i Xiumin z EXO. 
(jeżeli chcecie jakieś konkretne to możecie o to prosić w komentarzu. Choć póki co planuję pisać jedynie EXO i ew. BTS. Z kolejnym poście zrobię szerszą listę paringów i zespołów które zamierzam pisać więc można o  nie prosić).

Z góry przepraszam za błędy

~~~~~~

Opowiadanie część I:



'Świstaki, kojoty i te sprawy ~~ czyli preria i zabierzcie mnie kurwa stąd zanim kogoś zabiję'


Jakaś jebana dzika preria. Świstaki, kojoty i te sprawy… a nie ważne.. nie znam się.
Głownym problemem jest mój pobyt tutaj.
I ten turlający się kłębek jakiegoś krzaka.
Wycieczki na dziki zachód im się zachciało. Zaraz pierdolca tu dostanę. Pieprzony Teksas. Chwila? To Teksas czy jeszcze jakieś inne miejsce. W sumie nieważne, nie obchodzi mnie to. I tak nie chce tu być nawet jeśli to byłoby jakieś magiczne miejsce, albo niebo, albo …. Ehh zapędziłem się.
Ale do rzeczy.
Chomik. Lat 20. Na skraju wytrzymałości. Rozwścieczony jak dzikie psy. Głowa pękająca z ukropu w którym się znalazł. Tak… to ja. Nie, nie jestem zwierzęciem. Tu bardziej chodzi o moje policzki. Kiedy się złoszczę nadymam je przez co przypominają nażartego chomika z jedzeniem w pyszczku.
Jakoś nigdy nie byłem specjalnie zadowolony z rodzinnych wyjazdów. Ok. przyznaję zwiedziłem dzięki temu kawał świata. Szkocja. Finlandia. Chiny. Japonia. Ale jakoś nigdy nie byłem tak wściekły jak teraz. Dlaczego? Bo tu jest pieprzone słońce które robi ze mnie skwarkę. Bo moja matka zdecydowała zabrać swojego nowego faceta i jego dzieciarnię. Mam na myśli córkę i syna. Nie przepadam za nimi. Całą trójką.  Nie miałem najmiejszego zamiaru udawać że jest inaczej. Oznajmiłem to nawet mamie tuż przez wyjazdem ze słowami, że jeżeli coś jej się nie podoba to niech mnie nie zabiera bo zamierzam zachowywać się niegrzecznie i przynosić jej wstyd. No ale ona oznajmiła mi że bilety już wykupione i że mam się postarać nie fochać na wszystko dookoła. I dosłownie zlała wszystko co jej powiedziałem.
Dlatego teraz siedziałem w aucie między wkurzającym rodzeństwem. Za kierownicą siedział facet matki ona zaś na miejscu pasażera.
Nie wiem czy posadzili mnie między nimi specjalnie żeby doprowadzić mnie na granice wytrzymałości czy po prostu chcieli żebym się zasymilował z nimi. Nie miałem zamiaru tego robić więc ostatecznie wściekły jak osa udałem że idę spać.
~~
Na miejsce dojechaliśmy kiedy zaczął zapadać zmrok. Do tego zrobiło się pieruńsko zimno. Wariacje pogodowe mnie dobiją szybciej niż ta cała ‘szopka’ rodzinna.
Wysiadłem z auta jako ostatni i skierowałem się w strone drewnianego domku z ogromną werandą obok którego zaparkowaliśmy. Wokół nie było żadnej żywej duszy ani innego domu.
Ekstra. Odludzie. Jak ich zamorduję to chociaż szybko nikt nie znajdzie ciał. – pomyślałem rozglądając się dookoła.
Moje rozkminy życia przerwała mi matka stojąca w drzwiach i pośpieszająca mnie, żebym w końcu wszedł do środka zamiast stać jak kołek na środku i gapić w przestrzeń.
Kevin podszedł do mojej mamy i objął ją w pasie.
- Rozpalić w kominku kochanie?
Matka tylko uśmiechnęła się w odpowiedzi i kiwnęła głową.
Ruszyłem za nimi korytarzem, aż doszliśmy do wielkiego pomieszczenia które było prawdopodobnie salonem lub czymś podobnym. Pod oknem od strony werandy stał ogromny stół z jasnego drewna. Miał chyba z 3 metry długości. Wokół niego ktoś ustawił osiem krzeseł obitych w jakiś drogo wyglądający materiał. Okno zasłonięte było w tym momencie grubą bordową zasłoną. Jak dla mnie wyglądała dość topornie choć pasowała do wnętrza. W ‘salonie’ dominował głównie beż i brąz uzupełnione bordowymi elementami. Jak się zastanowić to dom pomieszczenie było naprawdę w stylu mojej mamy.
Posadzka wyłożona była ciemnymi panelami, z sufitu zwisał ogromny żyrandol.
Pod ścianą znajdował się ogromny beżowy narożnik oraz niski przeszklony stolik. Na ścianie wisiał ogromny telewizor a na szafce pod nim stało DVD oraz PlayStation4 na którym w tym momencie grało rodzeństwo. Kawałek od nich facet mojej mamy rozpalał w kominku.
Postanowiłem skorzystać z okazji, że są zajęci i pozwiedzać w spokoju dom. Wróciłem się do korytarza i poszedłem do drzwi naprzeciwko salonu. Moim oczą ukazała się przestronna kuchnia jasna. Zamiast jednej głównej lampy znajdowało się tu kilkanaście wbudowanych w sufit miejsc na żarówki. Pod szafkami wiszącymi na ścianach znajdowały się kolejne mniejsze lampki. Wzdłuż ścian stały kolejno dwa piekarniki, podłużny trzyprzedziałowy zlew i zmywarka. Na środku kuchni stał podłużny blat. W rogu stała naprawdę ogromna dwudrzwiowa lodówka. Podszedłem z zamiarem otworzenia jej i sprawdzenia zawartości, jednak w ostatniej chwili rozmyśliłem się i zdecydowałem że najpierw dokończę moje zwiedzania, a potem tu wrócę coś zjeść.
Wyszedłem i skierowałem się w kierunku drewnianych schodów, mijając po drodze łazienkę, której nie uznałem za istotne oglądać.
Na górę wszedłem przeskakując co dwa schodki. Wzdłuż korytarza znajdowały się 3 zamknięte drzwi. Zaś na jego końcu jedne otwarte, po kafelkach domyśliłem się że prowadziły do drugiej łazienki.
Pod sufitem dostrzegłem zarys klapy prowadzącej na strych.
Bez namysłu nacisnąłem klamkę drzwi najbardziej oddalonych drzwi. Ustąpiła od razu, a ja wszedłem do pomieszczenia.
To co ujrzałem przerosło moje oczekiwania i wyobrażenia dzikiego domku na prerii. Pokój naprawdę wydawał się przytulny i swojski. Na tyle, że kojarzył mi się z moim własnym.
- Podoba Ci się? – powiedziała mama tuż za moimi plecami.
Podskoczyłem na dźwięk jej głosu. Zaskoczyła mnie. Nie zauważyłem nawet kiedy przyszła.
- Specjalnie tak urządziliśmy. Uznaliśmy, że taki będzie najlepszy. – kontynuowała.
- Jest ok. – przerwałem. – kiedy to niby zdążyliście zrobić?
- na początku października. Zaraz po tym jak Kevin kupił ten dom. Chcieliśmy zdążyć go urządzić jeszcze przed wakacjami skoro mamy spędzić tutaj te najbliższe trzy miesiące.
Nie odzywałem się. Nie dowierzałem własnym uszom i pozwalałem jej mówić dalej.
- Jedynie co to dom ma tylko trzy sypialnię, więc jedną zajmiemy my z Kevinem , druga jest dla Myung-Hee, zaś ten pokój jest wspólny dla Ciebie i Krisa.
Co? Chwila. Mam dzielić z tym debilem pokój.
Po szoku jaki właśnie przeżyłem rozejrzałem się i dopiero wtedy zauważyłem dwa łóżka pod oknem ustawione pod dwoma przeciwległymi ścianami.
- To jakiś żart?! – nie wytrzymałem i ryknąłem.
- Nie. – usłyszałem męski głos. Nie musiałem się odwracać aby wiedzieć że osoba która to wypowiedziała miała swój typowy perfidny uśmieszek.
Jednak to zrobiłem, a moim oczom ukazał się wysoki chłopak opierający się o framugę.
Patrzył wprost na mnie a uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Liczę na udane wakacje…. – wykrzywił się w jeszcze szerszym uśmiechu pokazując swoje białe zęby. – współlokatorze.
Minął mnie i rozłożył się na łóżku po lewej. Spojrzał na mnie z rozbawieniem w oczach.
- Zaklepuje to łóżko.
Moja mama wyszła uradowana mówiąc coś że pójdzie przygotować kolacje, ja zaś stałem na środku pokoju i miałem wrażenie że chuj mnie zaraz jasny strzeli.