sobota, 8 września 2012

"Be mine!" -Rozdział 5

No to wrzucam kolejny rozdział "Be mine!". Wiem, że ankieta pokazuje więcej głosów na co innego, ale "Ja, wiatr i.." napisałam dopiero pół rozdziału. Wrzuce go kiedy tylko skończe. Natomiast to do one-shotów to myśle nad pomysłem. Postaram się coś wymyśleć i wtedy też to wrzuce. Przypominam też o drugiej ankiecie, dotyczącej "be mine!". Jestem ciekawa kogo póki co najardziej lubicie.

A póki co zapraszam do czytania moich dzisiajszych wypocin.

~~

Rozdział 5
‘~Tajemnice, wszyscy je mamy~’
Zobaczyłem jak uśmiechnięty Ren szybko odwraca się w moim kierunku i jak równie szybko jego uśmiech rzednie, gdy zamiast Ian’a widzi mnie.
Jego obecne spojrzenie mówi głośno za siebie, że spodziewał się kogoś innego i zdumienie jak mógł pomylić nasze głosy.
Uniosłem kąciki ust w wyrazie satysfakcji.
‘A więc udało mi się skopiować brzmienie głosu Ian’a. Ciekawe.’
- Co tu robisz? – powiedział ostro Ren.
- Niezbyt miłe powitanie, nie uważasz Ren. – powiedziałem sarkastycznie. – Nie uważasz, że mógłbyś być dla mnie, choć odrobinę milszy. W każdym razie jesteś mi winien przynajmniej to.
- Nic nie jestem Ci winien. – Powiedział patrząc na mnie beznamiętnie.
Zmrużyłem oczy wzdychając cicho.
- Jak sobie chcesz. – odparłem wzruszając ramionami. – W każdym razie nie po to tu jestem.
- Czyżby? – Ren zrobił się podejrzliwy – Co w takim razie?
- Przyszedłem Ci tylko powiedzieć, że Ian nie przyjdzie się z Tobą spotkać.
I udałem, że się odwracam i odchodzę.
Przyniosło to ten skutek, o który mi dokładnie chodziło. Ren złapał mnie za ramię i odwrócił do siebie.
- Jak to?
Przybrałem minę niewinnego aniołka.
- O co Ci chodzi?
- Nie udawaj świętego. Wiesz, o co pytam. Czemu nie przyjdzie?
- Nie wiem. – Skrzywiłem się, gdy jego długie palce bardziej ścisnęły mi ramię. – Tylko przekazuje, że go nie będzie. A teraz mógłbyś? – skinąłem głową na jego dłoń.
Wypuścił mnie u uścisku.
Spojrzałem na jego twarz i mimowolnie powiedziałem.
- Teraz i Ty wiesz jak to jest czuć się odrzuconym.
Ren zamrugał kilka razy zdziwiony, a ja kontynuowałem.
- Nie wiem czy pamiętasz, ale kiedyś mnie odtrąciłeś. Z tym, że ja się czułem wtedy z pewnością znacznie gorzej niż Ty.
***
Słuchałem jak chłopak mówi, ale jego głos cichnął, a mi stanęła przed oczami scenka sprzed kilku lat.

Chodziłem wtedy do gimnazjum. Na ogół izolowałem się od ludzi, nie przepadałem za ich towarzystwem. W tamtym okresie poznałem chłopaka o imieniu Daiki. Był bardzo żywotny i miły. Nie ignorował mnie tak jak inni. Tak jak wolałem, aby robili wszyscy. Nie. On robił mi dokładnie na przekór. Z każdym razem, kiedy wracałem ze szkoły spotykałem go w parku. Miał inny mundurek niż ja, dlatego nie wiedział nic o mojej reputacji szkolnej.
Rówieśnicy uważali mnie, za łobuza pod specjalnym nadzorem kuratora. Bali się mnie, ale ignorowali i szydzili za plecami. Nie zwracałem na ich uwagi, dopóki mnie ignorowali. Natomiast, gdy któryś mnie już zaczepiał, obrywał ode mnie w nos. Po kilku połamanych nosach dostałem plakietkę osoby, do której się nie zbliżać i w końcu mogłem zaznać świętego spokoju.
Daiki z racji tego, iż był z innej szkoły, z oczywistych względów o tym nie wiedział. Kiedy któregoś dnia spróbowałem wyrżnąć go w nos, uniknął ciosu i szeroko się uśmiechnął. Na moje zdziwione spojrzenie roześmiał się. Doszedłem wtedy do wniosku, że w sumie mogę się z nim kolegować.
Nie zawsze miał jednak później czas. Tłumaczył się, za każdym razem, że musi poświęcać też dużo czasu swojemu przyjacielowi z dzieciństwa. Śmiał się, że jest strasznym fajtłapą i musi na niego uważać, aby nie zrobił sobie któregoś dnia większej krzywdy.
Kiedy zaproponowałem, że może mnie mu przedstawić, dzięki czemu moglibyśmy spędzać czas we trójkę, stanowczo zaprotestował. Postanowiłem więcej nie wracać do tego tematu.
Tego samego dnia siedziałem o zachodzi w parku zastanawiając się, czemu Daiki tak stanowczo zaprotestował, gdy usłyszałem dźwięk robionego zdjęcia i ujrzałem drobnego blondyna. Miał na sobie ten sam mundurek, co Daiki, a więc musiał chodzić do jego szkoły.
Zmarszczyłem brwi i spytałem:
- Czemu to zrobiłeś?
Chłopak patrzył na mnie bez słowa i najwyraźniej czuł się nieswojo.
Przeanalizowałem swoje pytanie i doszedłem do wniosku, że mogło zabrzmieć, jakbym wypowiadał je z wyrzutem.
Spojrzałem na zaróżowione policzki blondyna i nagle w mojej głowie pojawić się pewien pomysł. Nie wiem, czym był spowodowany, prawdopodobnie tym, że wyglądał on po prostu słodko ściskając tak kurczowo aparat, którym zrobił mi przed chwilą zdjęcie.
Wstałem i podszedłem, zatrzymując się niewiele centymetrów od niego. Wziąłem głęboki oddech i powiedziałem spokojnie, choć czułem, że to, co zamierzam będzie nieporządku.
- Cóż, skoro już i tak zrobiłeś to zdjęcie to nie mam wyboru. Za moje zdjęcie musisz zapłacić.
- Z-zapłacić – wyjąkał cicho chłopak, a ja kontynuowałem starając się zachować pełną powagę.
- Dokładnie. Ewentualnie żądam jakiejś nagrody za to, że Ci pozwoliłem na zrobienie go. I jeśli pozwolisz to nagrodę wybiorę sobie sam.
Nie czekałem aż blondyn odpowie i objąłem go jedną ręką w pasie, a drugą podniosłem jego podbródek lekko do góry. Zaskoczony, iż chłopak nie reaguje na to, postanowiłem posunąć się jeszcze dalej. Nachyliłem się nad nim i musnąłem jego usta swoimi. Dla przekory ugryzłem go leciutko w dolną wargę i odsunąłem się, uważnie mu się przyglądając. Był cały zaczerwieniony i wyglądał na głęboko wstrząśniętego.
- Jak się nazywasz słodziaku? – zapytałem nie odrywając od niego wzroku.
Chłopak zachwiał się lekko i z jeszcze bardziej zaczerwienionymi policzkami wyjąkał cichutko.
- I-Ian.
- W takim razie do zobaczenia wkrótce. – powiedziałem i odszedłem zszokowany tym, co właśnie zrobiłem.
Następnego dnia, gdy spotkałem się z Daikim, nie mogłem się skoncentrowana niczym, co do mnie mówił. Wciąż myślałem o uroczym blondynie.
Kiedy chłopak opowiadał mi jak to jego przyjaciel potknął się dzisiaj i porozrzucał niechcący cały materiał niesiony do szkolnej gazetki, przypadkowo wyrwało mu się jego imię. Ian.
Zesztywniałem, ale udałem, że tego nie słyszę, a gdy pół godziny później rozdzieliliśmy się by iść do domów postanowiłem coś sprawdzić.
Zacząłem śledzić Daiki’ego. Gdy dotarliśmy do ulicy, na której stało pełno domków jednorodzinnych, chłopak wszedł do jednego z nich.
Zrozumiałem, że jestem chyba nienormalny śledząc tak kolegę. Kiedy jednak postanowiłem odejść, drzwi się otworzyły i Daiki wyszedł z pudełkiem z grą i skierował się do sąsiedniego domku.
Zobaczyłem jak otwierają się drzwi, a za nimi stoi ten sam blondyn, którego wczoraj pocałowałem. Zanim zdążyłby mnie zauważyć, pobiegłem w kierunku swojego domu.

Przez dwa dni nie widziałem się, z Daikim, nie próbowałem również spotkać Ian’a. Dlatego kiedy zadzwonił telefon, a na wyświetlaczu, jako dzwoniący był Daiki, odebrałem nieco przestraszony.
- Halo? Ren jesteś?
- E.. Ta, jestem.
- Możemy się spotkać? – Jego głos brzmiał nieco inaczej.
- No nie wiem.. – zacząłem niepewny, czy nie chodzi mu może o Ian’a.
- Proszę. Naprawdę chcę z tobą porozmawiać. I to nie przez telefon. – chłopak zaczął mnie prosić. Z braku wymówki oczywiście się zgodziłem. Umówiliśmy się jak zwykle w parku.
Kiedy przyszedłem, Daiki już tam był.
- Cześć. – powiedział cicho.
Kiwnąłem głową i spojrzałem na niego niepewnie.
- Co chciałeś powiedzieć?
Chłopak przestąpił z nogi na nogę i powiedział, nie patrząc jednak na mnie.
- Nie możemy się już kolegować. Ani nawet przyjaźnić się.
Stałem zaskoczony, głowiąc się, że może rzeczywiście dowiedział się o Ianie. Albo, że wie, że go śledziłem. Chłopak jednak rozwiał moje obawy mówiąc coś, co całkiem zbiło mnie z tropu.
- Chce, czegoś więcej.
- Więcej? Co masz przez to na... – przerwałem nagle uświadamiając sobie, o co mu chodziło. – Nie mów, że ty..
- Tak. – odpowiedział, przestępując z nogi na nogę, jednak dalej unikając mojego wzroku. – Chce z tobą chodzić.
Stałem jak wryty, analizując, co chłopak właśnie powiedział.
Wtedy nagle ni stąd ni z owąt, pomyślałem o blondynie. O jego zaróżowionych policzkach. I wiedziałem już co odpowiedzieć Dzikiemu.
- Przepraszam, ale jest już ktoś, kto…, z kim chciałbym...
- W porządku. – przerwał mi chłopak. – Ale w takim razie chciałbym, żebyśmy się nie spotykali już więcej. Muszę sobie wszystko poukładać.
I poszedł z powrotem do domu.
Stałem trochę osłupiały. Nie do końca oswoiłem się jeszcze z tym, co przed chwilą się stało, ale byłem pewny jednego. Nie skłamałem w ani jednym słowie, które powiedziałem Daiki’emu.
Kilka dni później zacząłem spotykać się na przyjacielskie spotkania z Ian’em. Nie pocałowałem go już więcej, choć nie raz miałem ochotę.
Jednak było mi przykro z powody Daiki’ego i nie chciałem tego tak rozgrywać.
Ian trzymał chyba nasze spotkania w tajemnicy przed Daikim, i tak samo jak ignorowanie mnie przez rówieśników w szkole, to też mi nie przeszkadzało.

Wróciłem do rzeczywistości i usłyszałem jak Daiki mówi:
- Ren, ja nadal cię kocham.
***
Kiedy już zjadłem zrobione kanapki Daiki powiedział, że powinien już się zbierać. Powiedział, że niedługo zajdzie słońce a on ma coś jeszcze do załatwienia.
Kiedy wyszedł, pokrzątałem się nieco po domu. Mamy nie było w domu, ale nie zaprzątałem sobie tym głowy.
‘Po prostu sobie gdzieś wyszła.’ – pomyślałem jedynie.
Odkurzyłem i patrzyłem jak promienie zachodzącego słońca wpadają przez okno w salonie, rzucając na wszystko lekką pomarańczową poświatę.
Skierowałem się do swojego pokoju i włączyłem komputer. Kiedy trwało logowanie zerknąłem na zegarek i zauważyłem datę. Była sobota.
Włączyłem gg i zobaczyłem na datę rozmowy z Renem. Piątek.
Szybko połączyłem ze sobą fakty i przerażony spojrzałem za okno. Słońce już zaszło, więc chłopak na pewno nie czekał. Mimo to, z nadzieją, że jednak może jest inaczej.
Nie wyłączyłem nawet komputera i wybiegłem z pokoju.
W przedpokoju wyłożyłem się jak długi potykając o Luiego, który nawiasem mówiąc strasznie ostatnio przytył. Podniosłem się, a gdy ubrałem buty wybiegłem z domu, kierując się na miejsce.

Kiedy już się zbliżałem, usłyszałem dwa bardzo znajome głosy. Nie wiem dlaczego, ale od razu rzuciłem się w krzaki i zacząłem czołgać w tamtym kierunku.
Podniosłem z powrotem głowę zobaczyłem coś, co mną wstrząsnęło.
Mój przyjaciel Daiki, pociągnął Rena za bluzkę w swoim kierunku i pocałował go.

~~

"Be mine!" -Rozdział 4

No, a więc po bardzo dłuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuugiej nieobecności (niech szlag trafi moje lenistwo :/ ) wstawiam kolejny rozdział dla... No właśnie dla kogo? Otóż odpowiedź brzmi: Nie wiem.
Wątpie aby pozostał tu jeszcze ktokolwiek na tyle cierpliwy by wytrzymać moje totalne lenistwo i nieróbstwo ;/ Tak, przyznaje bez bicia: JESTEM TOTALNYM LENIEM, KTÓRY NIE POTRAFI SIE ZMOBILIZOWAĆ SAM DO PISANIA, PISZE OD WŁASNEGO WIDZIMISIE TYLKO KIEDY DOTAJE WENY, A WENA TA NAJCZĘŚCIEJ POJAWIA SIĘ ZDIWNYCH PORACH(NAJCZĘŚCIEJ W ŚRODKU NOCY, WIEĆ CZĘSTO NIE CHE MI SIĘ ZWLEC Z ŁÓŻKA I PISAĆ, A RANO WSZYSTKO ZAPOMINAM)!!!!!!
Ostatnio w nocy jednak wstałam, więc oto to co udało mi się wówczas nagryzmolić w zeszycie, po czym przepisać na komputer(ehh.. podwójna z tym robota była no ale co ja poradze...)

~~


Rozdział 4
‘~Nieprzewidziane okoliczności~’
Kiedy wróciłem z powrotem do lodziarni zastałem jedynie krótką notatkę napisaną na serwetce. Leżała na stoliku gdzie siedzieliśmy.
Brzmiała ona: „Tam gdzie pierwsze spotkanie. Jutro o zachodzie. R ”
Poczułem ucisk w podbrzuszu i rozczarowanie, że nie ma już tuta Rena.
Zupełnie zapominając o wszystkim innym, ruszyłem z powrotem do domu, powłócząc przy tym nogami. Wydawało mi się, że droga ciągnie się godzinami, choć szedłem dopiero niecałe dziesięć minut. Kiedy nareszcie skręciłem w swoją ulicę i wszedłem na teren ogrodu przy moim domu, poczułem dziwne uczucie nieważkości. Miałem wrażenie, że unoszę się nad ziemią. Kiedy jednak spojrzałem w dół, ziemia niebezpiecznie zaczęła zbliżać się w moim kierunku. Zakręciło mi się w głowie, jak po zejściu po długotrwałym przebywaniu na karuzeli. Kiedy chodnik biegnący przez ogród był już milimetry od mojej twarzy, pojawiła się nagle ciemność.
Pomyślałem, że dzieje się chyba coś dziwnego. Wtedy nagle zobaczyłem kolorowy tunel, który błyskawicznie przemknął wokół mnie i znów pogrążyłem się w kompletnej czerni,
I zemdlałem.
***
Co to miało kurna być?! – Krzyknąłem w duchu. – Że co On miał na myśli mówiąc to swoje „przepraszam”?
Zacisnąłem pięści wbijając sobie paznokcie w wnętrze dłoni.
Jeżeli Ian myślał, że tak łatwo mnie zbyje to się grubo pomylił. Ni odpuszczę mu, dopóki nie wyjaśni mi, o co chodziło z tym, co powiedział nim pobiegł do tego kolesia.
- Uch… - wzdrygnąłem się na wspomnienie tamtego szatyna. Za każdym razem tak na niego reagowałem. Zawsze miałem mu ochotę przywalić, kiedy widziałem, jak Ian patrzy na niego tym maślanym wzrokiem.
- Muszę się pozbierać. – powiedziałem już na głos i uderzyłem się dłonią w policzek – Idź za nim Daiki, idź! – zachęcałem się głośno.
I podziałało, bo chwilę później byłem już w lodziarni i stałem nad tamtym stołem z kartką w dłoni.
Czułem, że nie wytrzymam długo. Zgniotłem kartkę i wepchnąłem ją sobie do przedniej kieszeni w spodniach.
- Nie pozwolę. Już nie będę tego tolerował.. – powiedziałem przez zaciśnięte zęby i jak burza wyleciałem z lokalu.
Do domu Ian’a praktycznie pobiegłem i niemal zaryłem nosem o chodnik, gdy potknąłem się na widok leżącego na podwórku przyjaciela.
- Ian!
W błyskawicznym tempie dopadłem do chłopaka.
- Ian, co jest? Cholera!
Rozejrzałem się dookoła. Nic. Pusto.
Podrapałem się w skroń i całkiem zapominając o zasadach ratowania poszkodowanego, wziąłem po prostu przyjaciela na ręce i zawlokłem pod drzwi.
Podpierając się kolanem o drzwi i wciąż trzymając Ian’a wyciągnąłem mu z kieszeni klucze i otworzyłem wejście do domu.
Poczułem jak kot chłopaka – Luie, skacze mi na łydkę i wczepia się pazurami w dżinsy. Nie przejąłem się tym, bo czasami mi tak już robił. Więc zamiast ściągnąć kota, zaniosłem przyjaciela do jego pokoju i położyłem na łóżku.
Odszedłem kilka kroków i wyciągnąłem telefon. Po chwili wiadomość do mamy była już wysłana.
Zostawałem na noc u Ian’a.
***
Przekręciłem się na boku.
‘Rany jak mnie wszystko boli.’
Powoli otworzyłem oczy rozglądając się dookoła. Zobaczyłem dobrze znane mi ściany, Lampe, meble i fluorescencyjne gwiazdki na suficie, przyklejone jeszcze za czasów podstawówki.
‘Jestem w swoim pokoju. To nie ulega wątpliwości.’ – pomyślałem – ‘Tylko jak ja tu trafiłem.’ – Podniosłem się – ‘Ostatnie, co pamiętam to…’
Złapałem się za głowę, która nagle zaczęła mnie boleć i zwinąłem się w embrion, spadając przy tym z łóżka.
Oddychałem głośno, przez usta, brzmiąc prawdopodobnie niczym Vader.
Usłyszałem jak otwierają się drzwi i ktoś wpada do pokoju, przy głośnym brzdęku..czegoś.
- Ian! Co się dzieje? – rozbrzmiał przy mnie zaniepokojony głos Daiki’ego – Boli Cię coś? Kurwa!
- Nie, nic mi nie jest. – postarałem się zdobyć na uśmiech, ale wyszło mi tylko to, że się skrzywiłem – No może trochę głowa.
Wycelowałem palec w przyjaciela, przybierając pseudo groźną minę.
- I nie wyrażaj mi się tak w moim pokoju, to oaza spokoju. – I mrugnąłem do niego.
Daiki uśmiechnął się lekko. Nie trwało to jednak długo, gdy na powrót spoważniał.
- Bardzo boli? Może chcesz do lekarza, czy..
- Nie. – przerwałem mu stanowczo – Już mi przechodzi.
Jakby dla potwierdzenia moich słów usiadłem po turecku, krzywiąc się, ale tylko nieznacznie.
Mój przyjaciel rozluźnił się widząc to i podszedł do drzwi.
Zobaczyłem jak kuca i zbiera coś z podłogi. Podszedłem bliżej na czworaka.
Zauważyłem pęknięty talerz, kubek z odłupanym uchem, rozlany sok i kilka walających się tu i ówdzie pozostałości po kanapkach.
‘Och. Więc to był ten brzdęk.’ – Pomyślałem tylko.
Daiki spojrzał na mnie przepraszająco.
- Przestraszyłem się jak zobaczyłem Cię zwiniętego na podłodze.
- Nie ma sprawy. Zdarza się. – powiedziałem z delikatnym uśmiechem - Pomogę Ci pozbierać. – Zaoferowałem.
Zanim jednak się za to zabrałem, zauważyłem małą czekoladkę leżącą na ułamanym talerzu i niedosięgniętą przez sok.
Uśmiechnąłem się szeroko.
- Patrz. Coś ocalało.
Podniosłem czekoladkę. Była troszeczkę nadtopiona, ale w sumie to nie robiło mi to jakiejkolwiek różnicy.
Trzymając smakołyk dwoma palcami, ugryzłem go, zjadając połowę.
Drugą część wyciągnąłem w stronę chłopaka.
Daiki uśmiechnął się i zamiast wziąć czekoladkę, zjadł mi ją prosto z ręki.
- C-co Ty robisz?
- Jem czekoladkę.
- No, ale..
- O! Patrz! Coś jeszcze zostało.
- Co? Gdzie? – rozejrzałem się, ale niczego nie zauważyłem.
Daiki natomiast uśmiechnął się i złapał moją rękę. Przybliżył się i zaczął zlizywać czekoladę z moich palców.
Byłem zaskoczony do tego stopnia, że tylko siedziałem na podłodze i patrzyłem jak zahipnotyzowany, podczas gdy jego język powędrował do wnętrza mojej dłoni. Zataczał tam powolne kółka, po czy, skierował się wzdłuż ręki w kierunku łokcia.
Dopiero, kiedy dotarł do jego zagięcia otrząsnąłem się z transu i wyrwałem rękę.
- Co Ty wyprawiasz?
Chłopak uśmiechnął się tajemniczo i wstał podnosząc pozbierany talerz z kanapkami i kubek.
- Nic takiego. Chodźmy do kuchni.
Westchnąłem i udałem obruszonego, ale nie powiedziałem już ani słowa i posłusznie poszedłem za chłopakiem.
Nie oglądnąłem się nawet na biurko, na którym stał zegarek z wyświetloną datą.
***
Stałem oparty o blat, przyglądając się kanapkom robionym przez Ian’a.
Wyglądało jednak na to, że nie zorientował się, że przespał całą noc i popołudnie oraz, że dziwnym trafem obudził się pół godziny po tej godzinie, o której wczoraj zemdlał.
Przeniosłem wzrok z kanapek na chłopaka.
‘On jest przekonany, że dzisiaj nadal jest ten sam dzień.’ – uśmiechnąłem się – ‘I, że z Renem spotyka się jutro. Hm.. Zdziwi się pewnie nieźle jak się okaże, że jego nie będzie. I zdenerwuje, gdy się dowie, że pomylił dni.’
Ian spojrzał na mnie pytająco.
- O co chodzi?
- O nic. Nieważne. – uśmiechnąłem się szeroko. – Pomóc Ci?
***
19:28
‘Słońce już zaszło, a Ian’a nadal nie ma.’
Uniosłem głowę spoglądając na pojawiające się już gwiazdy. Pogoda sprzyjała dzisiaj, nie widać było żadnych chmur, więc niebo było czyste.
Nagle coś sobie uświadomiłem.
‘Może On w ogóle nie znalazł i nie przeczytał tej karteczki.’
Westchnąłem zrezygnowany i ruszyłem w kierunku swojego domu, z zamiarem napisania stamtąd do chłopaka.
Kiedy jednak zrobiłem kilka kroków usłyszałem znajomy wołający mnie głos.
Uśmiechnąłem się szeroko i odwróciłem w stronę chłopaka.

~~