A póki co zapraszam do czytania moich dzisiajszych wypocin.
~~
Rozdział 5
‘~Tajemnice, wszyscy je mamy~’
Zobaczyłem jak uśmiechnięty Ren szybko odwraca się w moim kierunku i jak równie szybko jego uśmiech rzednie, gdy zamiast Ian’a widzi mnie.
Jego obecne spojrzenie mówi głośno za siebie, że spodziewał się kogoś innego i zdumienie jak mógł pomylić nasze głosy.
Uniosłem kąciki ust w wyrazie satysfakcji.
‘A więc udało mi się skopiować brzmienie głosu Ian’a. Ciekawe.’
- Co tu robisz? – powiedział ostro Ren.
- Niezbyt miłe powitanie, nie uważasz Ren. – powiedziałem sarkastycznie. – Nie uważasz, że mógłbyś być dla mnie, choć odrobinę milszy. W każdym razie jesteś mi winien przynajmniej to.
- Nic nie jestem Ci winien. – Powiedział patrząc na mnie beznamiętnie.
Zmrużyłem oczy wzdychając cicho.
- Jak sobie chcesz. – odparłem wzruszając ramionami. – W każdym razie nie po to tu jestem.
- Czyżby? – Ren zrobił się podejrzliwy – Co w takim razie?
- Przyszedłem Ci tylko powiedzieć, że Ian nie przyjdzie się z Tobą spotkać.
I udałem, że się odwracam i odchodzę.
Przyniosło to ten skutek, o który mi dokładnie chodziło. Ren złapał mnie za ramię i odwrócił do siebie.
- Jak to?
Przybrałem minę niewinnego aniołka.
- O co Ci chodzi?
- Nie udawaj świętego. Wiesz, o co pytam. Czemu nie przyjdzie?
- Nie wiem. – Skrzywiłem się, gdy jego długie palce bardziej ścisnęły mi ramię. – Tylko przekazuje, że go nie będzie. A teraz mógłbyś? – skinąłem głową na jego dłoń.
Wypuścił mnie u uścisku.
Spojrzałem na jego twarz i mimowolnie powiedziałem.
- Teraz i Ty wiesz jak to jest czuć się odrzuconym.
Ren zamrugał kilka razy zdziwiony, a ja kontynuowałem.
- Nie wiem czy pamiętasz, ale kiedyś mnie odtrąciłeś. Z tym, że ja się czułem wtedy z pewnością znacznie gorzej niż Ty.
***
Słuchałem jak chłopak mówi, ale jego głos cichnął, a mi stanęła przed oczami scenka sprzed kilku lat.
Chodziłem wtedy do gimnazjum. Na ogół izolowałem się od ludzi, nie przepadałem za ich towarzystwem. W tamtym okresie poznałem chłopaka o imieniu Daiki. Był bardzo żywotny i miły. Nie ignorował mnie tak jak inni. Tak jak wolałem, aby robili wszyscy. Nie. On robił mi dokładnie na przekór. Z każdym razem, kiedy wracałem ze szkoły spotykałem go w parku. Miał inny mundurek niż ja, dlatego nie wiedział nic o mojej reputacji szkolnej.
Rówieśnicy uważali mnie, za łobuza pod specjalnym nadzorem kuratora. Bali się mnie, ale ignorowali i szydzili za plecami. Nie zwracałem na ich uwagi, dopóki mnie ignorowali. Natomiast, gdy któryś mnie już zaczepiał, obrywał ode mnie w nos. Po kilku połamanych nosach dostałem plakietkę osoby, do której się nie zbliżać i w końcu mogłem zaznać świętego spokoju.
Daiki z racji tego, iż był z innej szkoły, z oczywistych względów o tym nie wiedział. Kiedy któregoś dnia spróbowałem wyrżnąć go w nos, uniknął ciosu i szeroko się uśmiechnął. Na moje zdziwione spojrzenie roześmiał się. Doszedłem wtedy do wniosku, że w sumie mogę się z nim kolegować.
Nie zawsze miał jednak później czas. Tłumaczył się, za każdym razem, że musi poświęcać też dużo czasu swojemu przyjacielowi z dzieciństwa. Śmiał się, że jest strasznym fajtłapą i musi na niego uważać, aby nie zrobił sobie któregoś dnia większej krzywdy.
Kiedy zaproponowałem, że może mnie mu przedstawić, dzięki czemu moglibyśmy spędzać czas we trójkę, stanowczo zaprotestował. Postanowiłem więcej nie wracać do tego tematu.
Tego samego dnia siedziałem o zachodzi w parku zastanawiając się, czemu Daiki tak stanowczo zaprotestował, gdy usłyszałem dźwięk robionego zdjęcia i ujrzałem drobnego blondyna. Miał na sobie ten sam mundurek, co Daiki, a więc musiał chodzić do jego szkoły.
Zmarszczyłem brwi i spytałem:
- Czemu to zrobiłeś?
Chłopak patrzył na mnie bez słowa i najwyraźniej czuł się nieswojo.
Przeanalizowałem swoje pytanie i doszedłem do wniosku, że mogło zabrzmieć, jakbym wypowiadał je z wyrzutem.
Spojrzałem na zaróżowione policzki blondyna i nagle w mojej głowie pojawić się pewien pomysł. Nie wiem, czym był spowodowany, prawdopodobnie tym, że wyglądał on po prostu słodko ściskając tak kurczowo aparat, którym zrobił mi przed chwilą zdjęcie.
Wstałem i podszedłem, zatrzymując się niewiele centymetrów od niego. Wziąłem głęboki oddech i powiedziałem spokojnie, choć czułem, że to, co zamierzam będzie nieporządku.
- Cóż, skoro już i tak zrobiłeś to zdjęcie to nie mam wyboru. Za moje zdjęcie musisz zapłacić.
- Z-zapłacić – wyjąkał cicho chłopak, a ja kontynuowałem starając się zachować pełną powagę.
- Dokładnie. Ewentualnie żądam jakiejś nagrody za to, że Ci pozwoliłem na zrobienie go. I jeśli pozwolisz to nagrodę wybiorę sobie sam.
Nie czekałem aż blondyn odpowie i objąłem go jedną ręką w pasie, a drugą podniosłem jego podbródek lekko do góry. Zaskoczony, iż chłopak nie reaguje na to, postanowiłem posunąć się jeszcze dalej. Nachyliłem się nad nim i musnąłem jego usta swoimi. Dla przekory ugryzłem go leciutko w dolną wargę i odsunąłem się, uważnie mu się przyglądając. Był cały zaczerwieniony i wyglądał na głęboko wstrząśniętego.
- Jak się nazywasz słodziaku? – zapytałem nie odrywając od niego wzroku.
Chłopak zachwiał się lekko i z jeszcze bardziej zaczerwienionymi policzkami wyjąkał cichutko.
- I-Ian.
- W takim razie do zobaczenia wkrótce. – powiedziałem i odszedłem zszokowany tym, co właśnie zrobiłem.
Następnego dnia, gdy spotkałem się z Daikim, nie mogłem się skoncentrowana niczym, co do mnie mówił. Wciąż myślałem o uroczym blondynie.
Kiedy chłopak opowiadał mi jak to jego przyjaciel potknął się dzisiaj i porozrzucał niechcący cały materiał niesiony do szkolnej gazetki, przypadkowo wyrwało mu się jego imię. Ian.
Zesztywniałem, ale udałem, że tego nie słyszę, a gdy pół godziny później rozdzieliliśmy się by iść do domów postanowiłem coś sprawdzić.
Zacząłem śledzić Daiki’ego. Gdy dotarliśmy do ulicy, na której stało pełno domków jednorodzinnych, chłopak wszedł do jednego z nich.
Zrozumiałem, że jestem chyba nienormalny śledząc tak kolegę. Kiedy jednak postanowiłem odejść, drzwi się otworzyły i Daiki wyszedł z pudełkiem z grą i skierował się do sąsiedniego domku.
Zobaczyłem jak otwierają się drzwi, a za nimi stoi ten sam blondyn, którego wczoraj pocałowałem. Zanim zdążyłby mnie zauważyć, pobiegłem w kierunku swojego domu.
Przez dwa dni nie widziałem się, z Daikim, nie próbowałem również spotkać Ian’a. Dlatego kiedy zadzwonił telefon, a na wyświetlaczu, jako dzwoniący był Daiki, odebrałem nieco przestraszony.
- Halo? Ren jesteś?
- E.. Ta, jestem.
- Możemy się spotkać? – Jego głos brzmiał nieco inaczej.
- No nie wiem.. – zacząłem niepewny, czy nie chodzi mu może o Ian’a.
- Proszę. Naprawdę chcę z tobą porozmawiać. I to nie przez telefon. – chłopak zaczął mnie prosić. Z braku wymówki oczywiście się zgodziłem. Umówiliśmy się jak zwykle w parku.
Kiedy przyszedłem, Daiki już tam był.
- Cześć. – powiedział cicho.
Kiwnąłem głową i spojrzałem na niego niepewnie.
- Co chciałeś powiedzieć?
Chłopak przestąpił z nogi na nogę i powiedział, nie patrząc jednak na mnie.
- Nie możemy się już kolegować. Ani nawet przyjaźnić się.
Stałem zaskoczony, głowiąc się, że może rzeczywiście dowiedział się o Ianie. Albo, że wie, że go śledziłem. Chłopak jednak rozwiał moje obawy mówiąc coś, co całkiem zbiło mnie z tropu.
- Chce, czegoś więcej.
- Więcej? Co masz przez to na... – przerwałem nagle uświadamiając sobie, o co mu chodziło. – Nie mów, że ty..
- Tak. – odpowiedział, przestępując z nogi na nogę, jednak dalej unikając mojego wzroku. – Chce z tobą chodzić.
Stałem jak wryty, analizując, co chłopak właśnie powiedział.
Wtedy nagle ni stąd ni z owąt, pomyślałem o blondynie. O jego zaróżowionych policzkach. I wiedziałem już co odpowiedzieć Dzikiemu.
- Przepraszam, ale jest już ktoś, kto…, z kim chciałbym...
- W porządku. – przerwał mi chłopak. – Ale w takim razie chciałbym, żebyśmy się nie spotykali już więcej. Muszę sobie wszystko poukładać.
I poszedł z powrotem do domu.
Stałem trochę osłupiały. Nie do końca oswoiłem się jeszcze z tym, co przed chwilą się stało, ale byłem pewny jednego. Nie skłamałem w ani jednym słowie, które powiedziałem Daiki’emu.
Kilka dni później zacząłem spotykać się na przyjacielskie spotkania z Ian’em. Nie pocałowałem go już więcej, choć nie raz miałem ochotę.
Jednak było mi przykro z powody Daiki’ego i nie chciałem tego tak rozgrywać.
Ian trzymał chyba nasze spotkania w tajemnicy przed Daikim, i tak samo jak ignorowanie mnie przez rówieśników w szkole, to też mi nie przeszkadzało.
Wróciłem do rzeczywistości i usłyszałem jak Daiki mówi:
- Ren, ja nadal cię kocham.
***
Kiedy już zjadłem zrobione kanapki Daiki powiedział, że powinien już się zbierać. Powiedział, że niedługo zajdzie słońce a on ma coś jeszcze do załatwienia.
Kiedy wyszedł, pokrzątałem się nieco po domu. Mamy nie było w domu, ale nie zaprzątałem sobie tym głowy.
‘Po prostu sobie gdzieś wyszła.’ – pomyślałem jedynie.
Odkurzyłem i patrzyłem jak promienie zachodzącego słońca wpadają przez okno w salonie, rzucając na wszystko lekką pomarańczową poświatę.
Skierowałem się do swojego pokoju i włączyłem komputer. Kiedy trwało logowanie zerknąłem na zegarek i zauważyłem datę. Była sobota.
Włączyłem gg i zobaczyłem na datę rozmowy z Renem. Piątek.
Szybko połączyłem ze sobą fakty i przerażony spojrzałem za okno. Słońce już zaszło, więc chłopak na pewno nie czekał. Mimo to, z nadzieją, że jednak może jest inaczej.
Nie wyłączyłem nawet komputera i wybiegłem z pokoju.
W przedpokoju wyłożyłem się jak długi potykając o Luiego, który nawiasem mówiąc strasznie ostatnio przytył. Podniosłem się, a gdy ubrałem buty wybiegłem z domu, kierując się na miejsce.
Kiedy już się zbliżałem, usłyszałem dwa bardzo znajome głosy. Nie wiem dlaczego, ale od razu rzuciłem się w krzaki i zacząłem czołgać w tamtym kierunku.
Podniosłem z powrotem głowę zobaczyłem coś, co mną wstrząsnęło.
Mój przyjaciel Daiki, pociągnął Rena za bluzkę w swoim kierunku i pocałował go.
~~