czwartek, 14 maja 2015

Zmiany na blogu + opowiadanie (Xiuris cz.1)

O masakraaaa!! już rok mnie nie było. Co to się dzieje.....
Jezu powinnam sie dać zaszlachtować za to.
Miałam opowiadanie wstawić, a tego nie zrobiłam.
Potem zapomniałam dostępu do konta i nie mogłam nawet posta napisać. dupa dupa dupa. mój błąd.
Teraz studia i zacharowuję na śmierć.
Jeśli mam dalej prowadzić tego bloga to chciałabym zmienić go odrobinę. Póki co zawieszam poprzednie opowiadania. Jeśli będę coś wrzucać to w najbliższym czasie będą to głównie one shoty. Dodatkowo o tematyce różnej, ale chciałabym bardzie do k-popu nawiazać i tworzyć ficki. Będą one głowie o tematyce jak dotychczas, ale na specjalne życzenie lub zamówienie mogę pisać wybrane przez Was paringi(o ile bede je znała, nie wszystkich k-popowych słucham i znam dostatecznie dobrze). Myślę też o wprowadzeniu scenariuszy. Mam na myśli coś w stylu 'bias + wy', to taki dodatek zeby urozmaicić ficki też o heteroseksualne one shoty.

Nie zdziwię się jeśli to rozczaruje niektórych, jednak jeżeli nikt nie będzie czytał będę to wstawiałą już tylko jako własne wypociny, aby ich nie pogubić w czeluściach mojego komputera. A nóż widelec kiedyś ktoś się natknie i przeczyta żeby się pośmiać i zabić nudny lub deszczowy wieczór kiedy nie znajdzie nic innego do roboty.

W każdym razie post powstał żeby przeprosić Was za poprzednie wpadki, 'obiecanki-cacanki' i inne moje grzeszki.

A dodatkowo dla mojego rozgrzeszenia dodam jedno opowiadanko.
...
a raczej wstęp. Nie będzie ono długie. góra 3 lub 4 części. Będzie ono związane z Kpopem. Paring jaki wybrałam to Krismin, czyli Kris i Xiumin z EXO. 
(jeżeli chcecie jakieś konkretne to możecie o to prosić w komentarzu. Choć póki co planuję pisać jedynie EXO i ew. BTS. Z kolejnym poście zrobię szerszą listę paringów i zespołów które zamierzam pisać więc można o  nie prosić).

Z góry przepraszam za błędy

~~~~~~

Opowiadanie część I:



'Świstaki, kojoty i te sprawy ~~ czyli preria i zabierzcie mnie kurwa stąd zanim kogoś zabiję'


Jakaś jebana dzika preria. Świstaki, kojoty i te sprawy… a nie ważne.. nie znam się.
Głownym problemem jest mój pobyt tutaj.
I ten turlający się kłębek jakiegoś krzaka.
Wycieczki na dziki zachód im się zachciało. Zaraz pierdolca tu dostanę. Pieprzony Teksas. Chwila? To Teksas czy jeszcze jakieś inne miejsce. W sumie nieważne, nie obchodzi mnie to. I tak nie chce tu być nawet jeśli to byłoby jakieś magiczne miejsce, albo niebo, albo …. Ehh zapędziłem się.
Ale do rzeczy.
Chomik. Lat 20. Na skraju wytrzymałości. Rozwścieczony jak dzikie psy. Głowa pękająca z ukropu w którym się znalazł. Tak… to ja. Nie, nie jestem zwierzęciem. Tu bardziej chodzi o moje policzki. Kiedy się złoszczę nadymam je przez co przypominają nażartego chomika z jedzeniem w pyszczku.
Jakoś nigdy nie byłem specjalnie zadowolony z rodzinnych wyjazdów. Ok. przyznaję zwiedziłem dzięki temu kawał świata. Szkocja. Finlandia. Chiny. Japonia. Ale jakoś nigdy nie byłem tak wściekły jak teraz. Dlaczego? Bo tu jest pieprzone słońce które robi ze mnie skwarkę. Bo moja matka zdecydowała zabrać swojego nowego faceta i jego dzieciarnię. Mam na myśli córkę i syna. Nie przepadam za nimi. Całą trójką.  Nie miałem najmiejszego zamiaru udawać że jest inaczej. Oznajmiłem to nawet mamie tuż przez wyjazdem ze słowami, że jeżeli coś jej się nie podoba to niech mnie nie zabiera bo zamierzam zachowywać się niegrzecznie i przynosić jej wstyd. No ale ona oznajmiła mi że bilety już wykupione i że mam się postarać nie fochać na wszystko dookoła. I dosłownie zlała wszystko co jej powiedziałem.
Dlatego teraz siedziałem w aucie między wkurzającym rodzeństwem. Za kierownicą siedział facet matki ona zaś na miejscu pasażera.
Nie wiem czy posadzili mnie między nimi specjalnie żeby doprowadzić mnie na granice wytrzymałości czy po prostu chcieli żebym się zasymilował z nimi. Nie miałem zamiaru tego robić więc ostatecznie wściekły jak osa udałem że idę spać.
~~
Na miejsce dojechaliśmy kiedy zaczął zapadać zmrok. Do tego zrobiło się pieruńsko zimno. Wariacje pogodowe mnie dobiją szybciej niż ta cała ‘szopka’ rodzinna.
Wysiadłem z auta jako ostatni i skierowałem się w strone drewnianego domku z ogromną werandą obok którego zaparkowaliśmy. Wokół nie było żadnej żywej duszy ani innego domu.
Ekstra. Odludzie. Jak ich zamorduję to chociaż szybko nikt nie znajdzie ciał. – pomyślałem rozglądając się dookoła.
Moje rozkminy życia przerwała mi matka stojąca w drzwiach i pośpieszająca mnie, żebym w końcu wszedł do środka zamiast stać jak kołek na środku i gapić w przestrzeń.
Kevin podszedł do mojej mamy i objął ją w pasie.
- Rozpalić w kominku kochanie?
Matka tylko uśmiechnęła się w odpowiedzi i kiwnęła głową.
Ruszyłem za nimi korytarzem, aż doszliśmy do wielkiego pomieszczenia które było prawdopodobnie salonem lub czymś podobnym. Pod oknem od strony werandy stał ogromny stół z jasnego drewna. Miał chyba z 3 metry długości. Wokół niego ktoś ustawił osiem krzeseł obitych w jakiś drogo wyglądający materiał. Okno zasłonięte było w tym momencie grubą bordową zasłoną. Jak dla mnie wyglądała dość topornie choć pasowała do wnętrza. W ‘salonie’ dominował głównie beż i brąz uzupełnione bordowymi elementami. Jak się zastanowić to dom pomieszczenie było naprawdę w stylu mojej mamy.
Posadzka wyłożona była ciemnymi panelami, z sufitu zwisał ogromny żyrandol.
Pod ścianą znajdował się ogromny beżowy narożnik oraz niski przeszklony stolik. Na ścianie wisiał ogromny telewizor a na szafce pod nim stało DVD oraz PlayStation4 na którym w tym momencie grało rodzeństwo. Kawałek od nich facet mojej mamy rozpalał w kominku.
Postanowiłem skorzystać z okazji, że są zajęci i pozwiedzać w spokoju dom. Wróciłem się do korytarza i poszedłem do drzwi naprzeciwko salonu. Moim oczą ukazała się przestronna kuchnia jasna. Zamiast jednej głównej lampy znajdowało się tu kilkanaście wbudowanych w sufit miejsc na żarówki. Pod szafkami wiszącymi na ścianach znajdowały się kolejne mniejsze lampki. Wzdłuż ścian stały kolejno dwa piekarniki, podłużny trzyprzedziałowy zlew i zmywarka. Na środku kuchni stał podłużny blat. W rogu stała naprawdę ogromna dwudrzwiowa lodówka. Podszedłem z zamiarem otworzenia jej i sprawdzenia zawartości, jednak w ostatniej chwili rozmyśliłem się i zdecydowałem że najpierw dokończę moje zwiedzania, a potem tu wrócę coś zjeść.
Wyszedłem i skierowałem się w kierunku drewnianych schodów, mijając po drodze łazienkę, której nie uznałem za istotne oglądać.
Na górę wszedłem przeskakując co dwa schodki. Wzdłuż korytarza znajdowały się 3 zamknięte drzwi. Zaś na jego końcu jedne otwarte, po kafelkach domyśliłem się że prowadziły do drugiej łazienki.
Pod sufitem dostrzegłem zarys klapy prowadzącej na strych.
Bez namysłu nacisnąłem klamkę drzwi najbardziej oddalonych drzwi. Ustąpiła od razu, a ja wszedłem do pomieszczenia.
To co ujrzałem przerosło moje oczekiwania i wyobrażenia dzikiego domku na prerii. Pokój naprawdę wydawał się przytulny i swojski. Na tyle, że kojarzył mi się z moim własnym.
- Podoba Ci się? – powiedziała mama tuż za moimi plecami.
Podskoczyłem na dźwięk jej głosu. Zaskoczyła mnie. Nie zauważyłem nawet kiedy przyszła.
- Specjalnie tak urządziliśmy. Uznaliśmy, że taki będzie najlepszy. – kontynuowała.
- Jest ok. – przerwałem. – kiedy to niby zdążyliście zrobić?
- na początku października. Zaraz po tym jak Kevin kupił ten dom. Chcieliśmy zdążyć go urządzić jeszcze przed wakacjami skoro mamy spędzić tutaj te najbliższe trzy miesiące.
Nie odzywałem się. Nie dowierzałem własnym uszom i pozwalałem jej mówić dalej.
- Jedynie co to dom ma tylko trzy sypialnię, więc jedną zajmiemy my z Kevinem , druga jest dla Myung-Hee, zaś ten pokój jest wspólny dla Ciebie i Krisa.
Co? Chwila. Mam dzielić z tym debilem pokój.
Po szoku jaki właśnie przeżyłem rozejrzałem się i dopiero wtedy zauważyłem dwa łóżka pod oknem ustawione pod dwoma przeciwległymi ścianami.
- To jakiś żart?! – nie wytrzymałem i ryknąłem.
- Nie. – usłyszałem męski głos. Nie musiałem się odwracać aby wiedzieć że osoba która to wypowiedziała miała swój typowy perfidny uśmieszek.
Jednak to zrobiłem, a moim oczom ukazał się wysoki chłopak opierający się o framugę.
Patrzył wprost na mnie a uśmiech nie schodził mu z twarzy.
- Liczę na udane wakacje…. – wykrzywił się w jeszcze szerszym uśmiechu pokazując swoje białe zęby. – współlokatorze.
Minął mnie i rozłożył się na łóżku po lewej. Spojrzał na mnie z rozbawieniem w oczach.
- Zaklepuje to łóżko.
Moja mama wyszła uradowana mówiąc coś że pójdzie przygotować kolacje, ja zaś stałem na środku pokoju i miałem wrażenie że chuj mnie zaraz jasny strzeli.